nieoficjalna strona Muzeum II Wojny Światowej w Gdańsku

.
www.muzeumIIws.pl


 

 

 

"Rzeczpospolita": http://www.rp.pl/artykul/211086.html
  • Dziwaczny pomysł na muzeum II wojny światowej
Piotr Semka 

28-10-2008

Projekt muzeum II wojny światowej, do którego dotarła "Rz", musi budzić niepokój. Celem jego twórców, Pawła Machcewicza i Piotra M. Majewskiego, jest pokazanie ostatniej wojny jako "europejskiej tragedii XX wieku".
Ekspozycja miałaby się skupiać na plagach, jakie dotykały społeczeństwa: wysiedleniach, czystkach etnicznych, bombardowaniach i masakrach.

Taka logika dziejów stawia na pierwszym planie wspólnotę losów społeczeństw. Niestety, konsekwencją jest odsunięcie na dalszy plan historii II wojny postrzeganej jako konflikt narodów. Jako zmagania hitlerowskich Niemiec i ich sojuszników z krajami, które padły ofiarą ich agresji lub rzuciły im wyzwanie. Autorzy projektu podkreślają, że nie interesuje ich budowanie muzeum martyrologii narodu polskiego lub chwały oręża polskiego. Z góry zaznaczają, że takie wydarzenia jak powstanie warszawskie przedstawione będą skrótowo, w imię zachowania uniwersalizmu wystawy.

Można by zrozumieć tę koncepcję, gdyby chodziło o jakieś muzeum losów Europy w Brukseli. Ale to muzeum ma powstać w kraju, który często bywa zaliczany do pomocników Hitlera w Zagładzie Żydów. Taki kraj winien dbać o przypomnienie chwały polskiego oręża i martyrologii Polaków. Dopiero wtedy, gdy zadbamy o to, by turysta z Londynu czy Wiednia poznał nasz wkład w zlikwidowanie hitleryzmu, można będzie poszerzać wystawę o bardziej uniwersalistyczne wątki.

Trudno też przemilczeć fakt, że przedstawianie II wojny jako anonimowego cierpienia wszystkich Europejczyków jest korzystne dla Niemców i narodów, które kolaborowały z III Rzeszą. Podkreślając wagę jednostkowego cierpienia, traci na znaczeniu fakt, że były narody, które podjęły z Niemcami walkę, ale były i takie, które poddały się woli Hitlera. Taki pomysł w kraju, gdzie żyją jeszcze weterani września 1939, bitwy o Anglię czy walk o Berlin, jawi się jako dziwaczna arogancja.



http://www.kworum.com.pl/art1834,muzeum_ii_wojny_im_pawla_machcewicza.html
  • Muzeum II Wojny im. Pawła Machcewicza
Michał Pluta

Telewizję, mimo wszystko, trzeba oglądać, zawsze można się czegoś dowiedzieć, choćby co rządzący znowu kombinują. W czwartek, 13 listopada, w programie Jana Pospieszalskiego "Warto rozmawiać" zaproszeni goście, trzej historycy i jeden dziennikarz, rozmawiali o utworzeniu Muzeum II Wojny Światowej, które to ma powstać w Gdańsku.

Szefem tego projektu, zdaje się, że dyrektorem, został mianowany, nie wiem przez kogo, Paweł Machcewicz. Osoby niewtajemniczone informuję, że to taki drugi po Andrzeju Friszke propagator historii według wizji salonu, a do niedawna historyk IPN z zaciągu Leona Kieresa. M. in. to on w debacie telewizyjnej o książce dr. Piotra Gontarczyka i dr. Sławomira Cenckiewicza utrzymywał, że Lech Wałęsa to nie TW "Bolek". Kto wie, czy ta rozmowa nie zdecydowała, że zajął tak dobrze płatne stanowisko, był bowiem tak gorliwym obrońcą TW, że nagroda od, posłużę się tu trafnym określeniem Stanisława Michalkiewicza, razwiedki mnie nie dziwi. Zgadzam się bowiem z tym wybitnym publicystą, że tak naprawdę "oni" mają w Polsce najwięcej do powiedzenia, a Donald Tusk może sobie do Peru pojechać i głupią czapkę na głowę założyć. Moje przypuszczenie zdaje się potwierdzać bardzo nerwowe zachowanie Machcewicza, gdy ten fakt (utrzymywanie, że Wałęsa, to nie "Bolek") przypomniał mu Piotr Semka.

Niestety, nikt w programie nie zadał pytania w jakim trybie Machcewicz został dyrektorem Muzeum II Wojny Światowej, wygrał jakiś konkurs, nawet ustawiony, czy co? Przecież Machcewicz, nigdy nie zajmował się poważnie II wojną światową, jeśli w ogóle przyjąć, że się zajmował. Jego praca doktorska dotyczy nastrojów społecznych w Polsce w 1956 r., a habilitacja nosi tytuł: "Emigracja w polityce międzynarodowej". Ale kogo to obchodzi, właściwy człowiek na właściwym miejscu, jedynie słuszna postawa ideologiczna jest najważniejsza: nie matura lecz chęć szczera zrobi z ciebie oficera. Machcewicz o tym, że ma jedynie słuszne poglądy zaświadczył, w artykule opublikowanym w Wyborczej, w którym propagując pomysł powstania Muzeum, powołał się na słowa samego Jacka Kuronia. Co prawda, taki Kuroń to nie Stalin, ale też komunista, od czegoś trzeba zacząć. Zapowiedział też, że chce, aby w przyszłości patronat nad Muzeum objął Parlament Europejski. Uderzył więc we wszystkie bębny, nikt go w gorliwości nie przebije! Dyrektor dobrał sobie grono, podobno wybitnych specjalistów od historii II wojny światowej, ciekawe kogo i w jakim trybie. A dziadki łase na pieniądze złapali kolejne dobrze płatne posadki, będą to dla nich drugie, trzecie, czwarte etaty, zgodnie z zasadą panującą w polskim światku naukowym: jednakową ilością świń można obsadzić dowolną ilość miejsc przy korycie.

Piotr Semka zwrócił uwagę, że nie powiadomiono dziennikarzy o spotkaniu historyków, na którym debatowano o projekcie (choć słowo debata chyba nie jest najlepsze, raczej wygłoszony tam został referat programowy wyjaśniający co jest słuszne i właściwe, a co nie jest), ani nie było konferencji prasowej po jego zakończeniu. Skoro nikogo nie poinformowali, to powstaje wrażenie, że nie chcą, żeby zbyt wiele osób o tym wiedziało, tak to zwykle bywa, gdy ktoś się czegoś wstydzi. Pytanie czego, skoro nie jest to pomysł nowy. W wywiadzie opublikowanym w ubiegłym roku we "Frankfurter Allgemeine Zeitung" Tusk zaproponował, aby zamiast placówki upamiętniającej przymusowe wysiedlenia w Europie (tzw. widoczny znak), utworzyć muzeum II wojny światowej. W takim projekcie mogłyby uczestniczyć wszystkie zainteresowane państwa (w tym Izrael i Rosja), zaś losy wypędzonych można by przedstawić w szerszym kontekście historycznym - mówił Tusk. Zdaniem premiera, placówka mogłaby powstać w Gdańsku. Jak za komuny, najpierw wizyta w głównym ośrodku decyzyjnym, proszenie o zgodę, a dopiero po tym realizacja.

Z tego co mówił Machcewicz, wynika, że Muzeum ma ukazywać doświadczenie Polaków w czasie II wojny światowej, ale i poruszać problematykę całej Europy z tego okresu. Szkoda, bo z tego wynika po pierwsze, że nie będzie tam miejsca dla Samodzielnej Brygady Strzelców Karpackich walczących choćby w obronie Tobruku, bo jak wiadomo Tobruk leży w Afryce, a nie w Europie. Po drugie musi być to muzeum gigantyczne, skoro chce ukazać rzeczywistość wojenną w całej Europie w czasie II wojny światowej. Może Machcewicz i jego mocodawcy tego nie wiedzą, ale, jeśliby chcieć przedstawić całość problematyki II wojny w Europie, w sposób porządny, to zabrakłoby na to stu muzeów. Chyba, że chce się, spłycić problemy, ująć to wszystko w sposób pobieżny, w formie szkolnych gablotek, ale wówczas prawda może się zatrzeć i chyba o to chodzi. Jest się czego wstydzić, ale kieszenie po pieniądze z budżetu nadstawić trzeba, bo jest okazja. Tacy to oni już są.



http://www.polskieradio.pl/publicystyka/tags/artykul77789.html
  • Jaka polityka historyczna?
Petar Petrović

Zdaniem części komentatorów koncepcja muzeum II wojny światowej opracowana przez Majewskiego i Machcewicza może prowadzić do rozmycia odpowiedzialności za wybuch wojny i jej skutki.

Projekt muzeum II wojny światowej, jednego z najważniejszych inicjatyw polskiego muzealnictwa, ma być gotowy 1 września przyszłego roku. Jego powstanie może się jednak opóźnić, bowiem w związku z projektowanym muzeum rozgorzał spór o to, jak powinna wyglądać w Polsce pamięć o wojnie.

"Nie zamierzamy tworzyć muzeum martyrologii narodu polskiego ani muzeum chwały oręża polskiego, lecz placówkę o przekazie uniwersalnym, w której wydarzenia rozgrywające się w Polsce stanowiłyby jedynie część szerszego obrazu" można przeczytać w zarysie koncepcji programowej muzeum II wojny światowej autorstwa Pawła Machcewicza i Piotra Majewskiego. Wojenne losy Polski i Polaków mają zostać "wyeksponowane", ale nie na tyle, by doszło do umniejszenia doświadczeń innych narodów "w tym także Niemców i Rosjan". Rafał Wnuk zaznacza, że polska historia zawiera zarówno elementy wyjątkowe dla Europy Środkowej, jak i te znane Europejczykom z Zachodu. Dlatego ,jego zdaniem, polskie doświadczenie, ukazane na tle europejskim, może zostać użyte do stworzenia uniwersalnego przekazu. Również Władysław Bartoszewski zauważa potrzebę budowania muzeum o charakterze międzynarodowym. Jego zdaniem tylko ono, może skutecznie przeciwdziałać braku jednolitej pamięci o wojnie. Dzięki niemu można będzie pokazać zachodnim Europejczykom, że narody wschodnie były o wiele gorzej traktowane przez Niemców - kwituje Bartoszewski.

Zdaniem krytyków projektu, koncepcja Majewskiego i Machcewicza może prowadzić do rozmycia odpowiedzialności za II wojnę światową i jej skutki. "Narratorem nie może być każdy i nikt, czasem Polak, czasem Niemiec, czasem kat, czasem ofiara" mówi prof. Jan Żaryn. Jego zdaniem projekt muzeum powinien się skupiać nad rozwijaniem polskiej tożsamości narodowej, powinien wychowywać, poprzez świadome kształtowanie pewnego systemu wartości. Profesor zauważa, że przyjęcie "polskiego spojrzenia" na wojnę nie wyklucza dotarcia z przekazem do wielu odbiorców. Podobnego zdania jest Paweł Lisicki. Uniwersalność rozumie on, jako ukazanie doświadczeń narodu polskiego, które stają się uniwersalnymi, gdy są "oryginalne i niepowtarzalne".

Uniwersalnością przekazu Machcewicz i Majewski argumentowali stworzony przez siebie zarys muzeum. Ich zdaniem umożliwi ona dotarcie z przekazem do zagranicznych odbiorców. Historycy zaznaczają, że muzeum poświęcone wyłącznie martyrologii narodu polskiego lub chwale polskiego oręża nie przekona zagranicznych turystów. Argumentacja ta nie trafiła jednak do publicystów, Cezarego Gmyza i Piotra Semki z "Rzeczpospolitej". Według nich, zagraniczni goście zwiedzający ekspozycję nie będą mieli ochoty oglądać wyrywkowo opowiedzianej historii swoich krajów, gdyż mogą to robić w swojej ojczyźnie. Powstaje także pytanie, kto ma być głównym odbiorcą przekazu jednego z najważniejszych polskich muzeów: zagraniczni turyści, czy polskie społeczeństwo. Zdaniem ministra kultury Bogdana Zdrojewskiego placówka powinna być skierowana głównie do Polaków. Podkreśla on, że nie powinno się w nim uciekać od martyrologii. Mimo tego, minister jest zadowolony z obecnego projektu muzeum II wojny światowej.

  • Tylko bez kontrowersji
Wydaje się, że opracowując scenariusz placówki Majewski i Machcewicz starali się za wszelką cenę nie wywoływać kontrowersji. Kwestia wypędzeń i deportacji, która wywołuje wiele emocji, ma być pokazana, jako rezultat działań podejmowanych przez reżim nazistowski i sowiecki. Historycy dodają jednak, że trzeba również wspomnieć o innych wypędzeniach, by dopiero na tym tle przedstawić dramat ludności niemieckiej. Może to doprowadzić do rozmycia prawdy o odpowiedzialności za skutki II wojny światowej - ostrzegają analitycy. Autorzy nie chcą także porównywać dwóch totalitaryzmów - komunizmu i nazizmu, i nie chcą wchodzić w spór o to, który z systemów był bardziej zbrodniczy. Jak zaznaczają komentatorzy jest to błędem, gdyż nasuwa się ono samo, a Polska doświadczona przez oba reżimy ma prawo do takiego porównywania. Część ekspertów zaznacza także, że ani Niemcy, ani Rosjanie nie naginają swojej polityki historycznej do polskich oczekiwań. Nie wiadomo więc, dlaczego mieliby to robić Polacy. Paweł Dukielski, wicedyrektor Muzeum Powstania Warszawskiego, twierdzi, że koncepcja muzeum, które odpowiadałoby innym krajom, jest niemożliwa do zrealizowania.

Muzeum II wojny światowej będzie jedną z najważniejszych polskich placówek muzealnych. W założeniach miało ono być odpowiedzią na niemieckie inicjatywy budowy Centrum Przeciwko Wypędzeniom oraz "Widocznego znaku", które mają upamiętniać przymusowe wysiedlenia niemieckiej ludności po II wojnie światowej. Zdaniem komentatorów obie placówki wpisują się w politykę relatywizowania odpowiedzialności za wybuch wojny i jej następstwa. Powstanie muzeum upamiętniającego II wojnę światową zapowiedział rok temu Donald Tusk. By nadać mu wymiar międzynarodowy, premier zaprosił do jego realizacji Niemców, Rosjan i Żydów. Zaproszenie to pozostało bez odpowiedzi, więc muzeum będziemy budować sami. Jednak stworzenie go według planu Majewskiego i Machcewicza - jak wynika z opinii ekspertów - sprawi, że nieobecności tej nie zauważą odbiorcy, a placówka może reprezentować głównie niemiecki i rosyjski punkt widzenia. Opracowane przez nich muzeum prawdopodobnie także wpisałoby się w proces relatywizowania obrazu prawdziwych ofiar i katów II wojny światowej.



http://www.rp.pl/artykul/212065,234196_Wlasnym_glosem__o_naszej_historii__.html
  • Własnym głosem o naszej historii
 Bogusław Kopka

Każdy, kto za publiczne pieniądze, obojętne, czy z budżetu państwa czy z grantów Unii Europejskiej, chce zorganizować nowe muzeum, winien sobie wziąć do serca rozważania Zenona Przesmyckiego (pseudonim literacki "Miriam"), który - by nie mylić "muzeum" z "kolekcją" - podał następujące definicje: "Muzeum jest publiczne, wspólne, otwarte, obiektywne, w zamyśle - edukacyjne. Konstruując zbiór muzealny, nie można sobie pozwolić na zbyt daleko posunięty subiektywizm ocen. Nie można włączać dzieł drugorzędnych, trzeba natomiast bezwzględnie zadbać o najwyższy poziom i reprezentatywność.
Kolekcja wygląda inaczej. Jej największymi walorami są: "indywidualny smak estetyczny właściciela, prywatność, subiektywizm, a nawet pewna kontrowersyjność".

Odnoszę wrażenie, że organizatorom i autorom projektów programowych muzeum II wojny światowej panom Pawłowi Machcewiczowi oraz Piotrowi Majewskiemu, a także Domu Historii Europy pomyliły się pojęcia. Twierdzą , że chcą wznieść w Brukseli i w Gdańsku muzea, i tak też promują swoje pomysły, ale w istocie chcą stworzyć kolekcje. Gdyby były one finansowane z ich prywatnych pieniędzy, nie byłoby problemu, lecz jeżeli z pieniędzy podatników, musi to budzić sprzeciw.
Obawiam się, że w przypadku projektu panów Machcewicza i Majewskiego jego przekaz poznawczy i ideowo-wychowawczy, tak ważny w edukacji młodzieży, która zapewne w pierwszej kolejności będzie odwiedzać muzeum, może okazać się zbyt mało wyrazisty. Powstanie patchwork, który wizualnie będzie się dobrze prezentować, za to w jego treści może zapanować chaos.
"Ubocznym produktem" przy tematycznym podejściu do historii są powtórzenia. Przykładowo problematyka obozowa będzie się pojawiać w salach o wypędzeniach, jeńcach wojennych, ruchu oporu czy Holokauście. Równocześnie może dojść do niebezpiecznego procesu zrównywania ofiar: obok polskich uchodźców pojawiają się niemieccy, a obok zbombardowanego Wielunia (polska Guernica), Warszawy i Londynu - Berlin, Kolonia czy Drezno. Nie jestem pewny, czy środowiska kombatanckie w Polsce i w Wielkiej Brytanii oraz ich rodziny byłyby zachwycone takim sposobem narracji.

Niedawna wpadka "Die Welt" z "polskim obozem koncentracyjnym na Majdanku", przemilczenia informacji dotyczących powstania warszawskiego i Polskiego Państwa Podziemnego w pierwszym polsko-niemieckim podręczniku do historii najnowszej "Zrozumieć historię - kształtować przyszłość" oraz opisane projekty muzealne nie napawają optymizmem.
Cztery lata od wejścia Polski do Unii nadal jesteśmy traktowani przez spadkobierców państwa Franków Karola Wielkiego (Francję i Niemcy) jak petenci, zdani na dobrą wolę przymierza niemiecko-francuskiego.Przyznam szczerze, że rola pieska Nippera (znanego miłośnikom muzyki z płyt winylowych wytwórni fonograficznej EMI) wsłuchanego w jednostajny głos płynący z Brukseli niezbyt mi się podoba.


  • "To nie będzie muzeum polskiego oręża"
http://www.dziennik.pl/wydarzenia/article257512/To_nie_bedzie_muzeum_polskiego_oreza.html
Andrzej Mężyński

Wojenne losy Polaków nie będą pokazane kosztem wojennych doświadczeń Niemców - oto według "Rzeczpospolitej" koncepcja gdańskiego muzeum II wojny światowej, przygotowana przez doradców premiera Donalda Tuska. "To świadoma manipulacja" - mówi dziennikowi.pl jeden z twórców koncepcji, historyk prof. Paweł Machcewicz.
Autorzy koncepcji zakładają wyeksponowanie wojennych losów Polaków, ale tak, by nie nastąpiło to kosztem umniejszania doświadczeń innych narodów, w tym także Niemców i Rosjan. Odżegnują się od pomysłu na kolejne miejsce upamiętniające polskie ofiary wojny i żołnierzy - pisze "Rzeczpospolita", która dotarła do planów Pawła Machcewicza i Piotra Majewskiego.
Według gazety, "Gdańskie Muzeum II Wojny Światowej" ma przedstawiać walki i cierpienia Polaków na szerokim tle europejskim. "Nie zamierzamy tworzyć muzeum martyrologii narodu polskiego ani muzeum chwały oręża polskiego, lecz placówkę o przekazie uniwersalnym, w której wydarzenia rozgrywające się w Polsce stanowiłyby jedynie część szerszego obrazu" - piszą twórcy projektu. 


Gazeta Polska
10 września 2008
Rafał A. Ziemkiewicz 

  • Taka nasza demokracja
(...) Zupełnie bez związku z opisaną prawidłowością chciałem zwrócić uwagę na mojego ulubionego przedstawiciela obecnej ekipy, Sławomira Nowaka. Jest to, ładnie mówiąc, przyboczny Donalda Tuska, który zawsze przywodzi mi myśl cytacik z Mistrza Hemara: "wspaniała kariera, zaczął od pikolaka, wyrósł na kelnera". Owóż Sławomir Nowak przekroczył w ubiegłym tygodniu próg kariery, którym jest, jak łatwo się domyślić, awansowanie pomiędzy kelnerów kolejnego, tym razem przez siebie wychowanego pikolaka. Konkretnie mam na myśli mianowanie 28-letniego przewodniczącego biura pana Nowaka dyrektorem Muzeum Westerplatte. Młody dyrektor ujął sobie dziennikarzy oznajmiając z rozbrajającą szczerością, że jego historia nie interesuje, i to własnie uważa za swój główny atut. Fałszywa skromność oczywiście - głównym atutem młodego dyrektora jest to, że nosi teczkę za człowiekiem, który nosi teczkę za premierem, ale mniejsza o szczegóły. (...) w kwestii Muzeum Westerplatte mamy do czynienia z zupełnie już nowym i trudnym do poprawienia standardem bezwstydu.



"Rzeczpospolita": http://www.rp.pl/artykul/2,343926_Semka__Polityka_historyczna_sparalizowana_lekiem.html
  • Polityka historyczna sparaliżowana lękiem
Piotr Semka 

03-08-2009

Obchody 1 września z udziałem Władimira Putina i Angeli Merkel mogą stać się okazją do ogólnikowej refleksji nad tragedią wojny, ale nie odpowiedzą na pytanie: kto z kim walczył i o co.

Ekipy budowlane z zapałem pucują teren wokół pomnika Westerplatte i historycznych bunkrów. Uroczystości 1 września już za miesiąc. Jednak dotychczas ani politycy z otoczenia premiera, ani minister kultury Bogdan Zdrojewski, ani minister Andrzej Przewoźnik nie poinformowali, jak wyglądać będą państwowe obchody 70. rocznicy wybuchu II wojny światowej. Jaka idea czy hasło ma być przesłaniem uroczystości?

Wdzięki Kylie Minogue

Optymiści mogą stwierdzić, że brak informacji nie musi oznaczać braku koncepcji. Że Donald Tusk może zaskoczyć nas uroczystościami, które wbiją się w pamięć nie tylko Polakom, ale przebiją się do światowych telewizji. Że dobitnie przypomnimy światu, iż to Polska jako pierwsza powiedziała "nie" nazistowskiej przemocy. Być może. Problem w tym, że podobnie mrugano do nas przed rocznicą 4 czerwca. Zapowiadano zgromadzenie czołówki europejskich przywódców. Skończyło się na obecności tylko stałych gości: dbającej o gesty wobec Polski kanclerz Angeli Merkel i liderów państw Europy Środkowej. Z historycznych aktorów 1989 roku rocznice polskich wyborów uświetnił wizytą tylko Vaclav Havel. Ale już zapowiadany w Gdańsku były szef dyplomacji RFN Hans Dietrich Genscher przysłał w zastępstwie słabo rozpoznawalnego nad Wisłą polityka CDU Norberta Bluma.

Jakie przesłanie pozostało z tamtych obchodów? Konia z rzędem temu, kto potrafiłby przypomnieć jakieś hasło, jakąś ideę z nudnej nasiadówki na Wawelu czy z jeszcze mniej porywającej akademii w Gdańsku. Tematem wielkiego dnia, w którym mieliśmy przypomnieć Europie, że "wszystko zaczęło się w Polsce", stała się przyziemna rozgrywka premiera ze stoczniowcami.

Najżywszym wspomnieniem dla wielu uczestników gdańskiej fety pozostaną pewnie wdzięki Australijki Kylie Minogue, która w czasie koncertu szczerze wyznała, że o polskiej rocznicy dowiedziała się tuż przed wyjściem na scenę. I zaraz kurtuazyjnie dodała, że fenomen polskiej rewolucji bardzo ją zainteresował.

Berlin obok Warszawy

Co wiemy dziś o przymiarkach rządu Tuska do obchodów wybuchu II wojny światowej? Dochodzą do nas jakieś przecieki z MSZ o tym, że Władimir Putin ponoć uzależnia swój przyjazd od gwarancji, iż nikt nad Wisłą nie będzie mu wypominał paktu Ribbentrop-Mołotow. I niewykluczone, że rosyjski premier taką gwarancję uzyska – w rezultacie czego podczas obchodów nie będzie się mówić wyraźnie o tym, kto na kogo napadł, a kto żyrował plany Hitlera i czekał z boku, aby w końcu dopaść i dobić osłabioną ofiarę. Przesada? Oby. Bo premier Donald Tusk może uznać, że podczas uroczystych obchodów trzeba unikać drażliwych tematów, aby nie urazić niemieckich i rosyjskich gości. I cała uroczystość sprowadzona zostanie do wspomnienia o wielkiej tragedii całej Europy, w której wszyscy zostali poszkodowani.

Takie spojrzenie na ostatnią wojnę sugeruje program przygotowany przez władze Gdańska – miasta rządzonego przez partyjnych kolegów premiera. Z okazji 70. rocznicy wybuchu wojny – jak informował parę dni temu "Dziennik Bałtycki" – ma się odbyć konferencja burmistrzów miast symboli związanych z wydarzeniami II wojny światowej.

Które miasta zostały zaproszone przez Radę Miasta Gdańska na spotkanie w rocznicę 1 września? Są wśród nich tam symbole oporu przeciw niemieckiej agresji: Narvik, Londyn, Lidice, Warszawa czy Wołgograd-Stalingrad. Ale są także niemieckie miasta bombardowane przez aliantów: Berlin, Drezno i Hamburg.

W ten sposób Warszawa została postawiona obok Berlina. Czy postawy i doświadczenia berlińczyków i warszawiaków w czasie ostatniej wojny niczym się nie różniły? Czy tylko podobny stopień wojennych zniszczeń się liczy?

Tego nie wiemy, bo lista została sporządzona bez oficjalnych uzasadnień, dlaczego dane miasto wyróżniono. Dlaczego na liście jest Teheran – chodzi pewnie o konferencję aliantów z 1943 roku – a nie ma np. znacznie bardziej symbolicznej Jałty?

A z jakiego powodu do grona miast symboli zaproszono Norymbergę? Czy występować w Gdańsku będzie jako kolebka nazizmu? Może jako miasto, które zniszczyły alianckie bomby? A może jako miejsce procesu zbrodniarzy hitlerowskich?

Podobnie można zapytać: co konkretnie symbolizować ma na liście Smoleńsk? Czy został uznany za jedną z ofiar najazdu nazistów? A może wystąpi jako miasto, w pobliżu którego dokonano mordu w Katyniu?

"Władze Gdańska zaprosiły na konferencję miast symboli będących ofiarami wojny i Warszawę, i Berlin. Czy rzeczywiście tylko podobny stopień wojennych zniszczeń się liczy?"

Jeśli zaś Smoleńsk ma wystąpić w tej drugiej roli, to warto by się dowiedzieć, czy urzędnicy miejscy w Smoleńsku uważają, że zbrodnia katyńska była ludobójstwem, czy też – jak chce rosyjska prokuratura – są zdania, iż było to pospolite dawno przedawnione przestępstwo.

A dlaczego zapomniano o państwach byłej Jugosławii czy Grecji, gdzie silna partyzantka walczyła bohatersko z niemiecką okupacją?

Pacyfistyczne przesłanie

Gdańsk planuje także multimedialną projekcję pod tytułem "City on fire", która zostanie zorganizowana 1 września wieczorem w gdańskim kościele Św. Trójcy. Będzie to laserowa symulacja pożaru w świątyni przygotowana przez duńskich artystów Thyre Hildena i Pio Diaza. W ten sposób Duńczycy chcą dać odpowiedź na współcześnie toczone wojny. Ponadto gdańszczanie będą mieli okazję wysłuchać "Requiem wojennego" brytyjskiego kompozytora Beniamina Brittena w wykonaniu orkiestry Filharmonii Bałtyckiej pod batutą Sir Neville'a Marinera. Nie bez przyczyny wymieniam kolejne punkty rocznicowej oferty – pokazują one, że punkt ciężkości obchodów przesunął się na pacyfistyczne potępienie wojny jako takiej. To formuła bardzo wygodna dla Rosjan czy Niemców – bo odsuwa na bok spojrzenie na ostatnią wojnę jako starcie obozu wolności i sil totalitarnych. W estetyce płonących kościołów i wojennych requiem doskonale odnajdą się bombardowane z równą zaciekłością Londyn, Berlin i Moskwa.

Istnieje niebezpieczeństwo, że przy tej okazji zrównana zostanie także ocena moralna celów wojennych Churchilla, Hitlera i Stalina. Taką filozofię obchodów z chęcią zaakceptują ci, którzy albo poparli III Rzeszę, albo sami mają nieczyste sumienia. Jednak czy pochylając głowę nad ofiarami, nie zapomnimy zadać pytania o to, kto z kim walczył i o co? Dla Polaków, którzy w tej wojnie brali udział najdłużej, to pytanie jest wyjątkowo ważne.

Należy więc głośno zadać pytanie: czy podczas obchodów 1 września zostanie przypomniane, na ilu frontach walczyli polscy żołnierze? Czy będziemy mogli nawiązać do dumy, którą symbolizował wojenny plakat "Poland – First to fight"?

Klepani po plecach

Podczas uroczystości 1 września na Westerplatte ma zostać podpisany akt erekcyjny Muzeum II Wojny Światowej, które stanie w Gdańsku tuż przy historycznej Poczcie Polskiej. Częścią tej placówki ma być Muzeum Pola Bitwy na Westerplatte. Ale również i w tym przypadku nie ma jasności co do przesłania tej inicjatywy. Ile będzie w niej synkretycznej europejskiej ideologii historycznej, a ile polskiego spojrzenia na wojnę? Czy będzie to raczej muzeum cierpień ludności cywilnej z obu stron wojennej barykady czy też ekspozycja polskiego wysiłku militarnego w czasie sześciu wojennych lat? Logicznym przesłaniem zarówno wrześniowych obchodów, jak i gdańskiego muzeum mogłaby być dziejowa klamra miedzy rokiem 1939 a wiosną ludów z roku 1989. Przyjęcie założenia, że powojenny podział Europy został zapoczątkowany paktem Ribbentrop-Mołotow, którego skutki przezwyciężone zostały dopiero 20 lat temu – w czym duży udział miała Polska. Taka filozofia świętowania rocznicy wiązałaby się jednak z nieuniknioną niechęcią Rosji, która wciąż nie ma ochoty na krytyczną ocenę polityki ZSRR.

Wszystko wskazuje na to, że Donald Tusk – jak zwykle usiłując działać ostrożnie i pragmatycznie – nie wybrał jednoznacznego przesłania wrześniowych uroczystości. Być może premier zakładał, że idea obchodów wyklaruje się sama, gdy będzie już wiadomo, kogo udało się zaprosić na 1 września do Polski.

Taka kurtuazja byłaby pewnie godna pochwały, gdyby nie to, że znacząco ogranicza pole refleksji nad okolicznościami wybuchu wojny. Obchody 1 września na Westerplatte z udziałem dwóch politycznych gwiazd: Władimira Putina i Angeli Merkel, mogą się stać okazją do ogólnikowej refleksji nad wojną jako tragedią, która pochłonęła miliony ofiar ludzkich – ale nie odpowiedzą na pytanie: kto z kim walczył i o co.

Platforma Obywatelska zwykle krytykowała politykę historyczną IV RP. W to miejsce nie zaproponowano żadnej spójnej alternatywy. W rezultacie polityka historyczna Platformy robiona jest doraźnie i sparaliżowana lękiem o polityczną poprawność. A w takich warunkach trudno zabłysnąć czymś, co przyciągnie uwagę Europy.

Warto jednak pamiętać, że Polacy zasłuchani w swoją historyczną opowieść jednych irytują, ale innych zaciekawiają. Natomiast Polacy imitujący poprawnościowe trendy niczyjej uwagi nie przyciągną – mogą najwyżej być protekcjonalnie klepani po plecach.

Rzeczpospolita


 
 
 
 


"To nie będzie muzeum chwały oręża polskiego"

dyrektor 
Muzeum II W.Ś.
prof. Piotr Machcewicz


Warto obejrzeć:


Warto przeczytać:

"Muzeum II Wojny Światowej zlokalizowane w symbolu wybuchu wojny ma osłabić siłę, ohydę, zbrodniczość agresji niemieckiej, oraz sowieckiej"


Do Rady Programowej Muzeum II Wojny Światowej zostali zaproszeni historycy z:

Niemiec

Rosji

Izraela



Created by GfWH' 2009